-Co ty tutaj robisz?
-To Aggie tu nie mieszka?
-No mieszka-zdziwiłam się-Wejdź- zaprosiłam chłopaka do środka. Nie uprzejmie byłoby go nie wpóścić.
-Jesteś sam?-zadałam pytanie.
-Noo nie do końca... znaczy... yyy... -zaczął się jąkać-Harry pojechał do ciebie
Nagle zaczął dzwonić telefon Louisa-O wilku mowa.-powiedział Jego rozmowa wyglądała jakoś tak: "Halo? No jestem. No wiem. Jest u Aggie. Jak najszybciej. Pa"
-Nie przyszkadza ci to, że Harry przyjedzie?
-Nie... mi nie
-Ok.
Gadaliśmy jeszcze 10 minut, kiedy przyjechał mój książe z bajki.Kiedy przyjechał gadaliśmy, śmialiśmy się do puki nie przyszła Aggie.
-Co ty tutaj robisz-rozzłościła się dziewczyna.
-Myslałem że się ucieszysz.-widać,że Louis był troche zakłopotany
-To źle myślałeś. Żegnam pana.
Louis wyszedł. Harry został.
-Ciebie to też dotyczy-powiedziała dziewczyna.
wyszedł
-Coś ty zrobiła debilu?
-Wyprosiłam go
-Czemu?
-Nie za szybko?
-Nie! wiesz jak on się teraz czuje?
-Jak ci go szkoda to biegnij za nim.
-Pobiegnę zobaczysz.
-Biegnij nikt ciebie nie zatrzymuje.
*oczami Aggie*
Wkórzyłam się i to nieźle. Jak ona mogła ich wpóścić. Z resztą Kat też miała tupet, że ich wpóściła. Noo... trochę źle się czuję jak jesteśmy pokłucone...
Nadal rozważam obcję usunięcia bloga. Lecz poczekam jeszcze chwilę. Ten rozdział pisałam na szybkiego, więc może mi się troche nie udał. Zapraszam do dodawania komentarzy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz