sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 4

oczami Kat

Źle się czuję. Może pójdę ją przeprosić? Tak, pójdę. Przecież to była też moja wina, że się pokłóciłyśmy. Mogłam go nie wpuszczać. 

Rano ubrałam się w to:http://stylistki.pl/00007-333847/ i poszłam do domu Aggie. Szłam ok. 10 min. Kiedy byłam pod jej domem zadzwoniłam. chyba trochę się stresowałam. Otworzyła mi dziewczyna.
-Przepraszam- powiedziałyśmy równocześnie.
-To ja przepraszam. Mogłam ich nie wpuszczać-powiedziałam
-Nie to ja-zaprotestowała dziewczyna- mogłam nie robić takiej afery-tłumaczyła się dalej.
-No to co. Zgoda?- zapytałam
-Zgoda-powiedziała dziewczyna.
Aggie rzuciła mi się na szyję. Bardzo ją lubię, jest dla mnie jak siostra. 
-Może pójdziemy na zakupy?- zapytałam się dziewczyny
-W piżamie?-a no tak. Moja przyjaciółka była w piżamie.
-No to ty się idź przebrać, a ja poczekam.
-Wiesz, co zrób sobie coś do picia a ja idę sie przebrać-powiedziała wchodząc na dwa schodki
-Aggie?
-Tak!
-Mogę sobie zrobić coś do jedzenia? tak się do ciebie spieszyłam, że zapomniałam zrobić sobie śniadania-zaśmiałam się, z resztą Aggie też.
-No pewnie!-uśmiechnęła się do mnie.
Zaczęłam robić sobie kanapki z nutellą. 

 oczami Aggie

Bardzo się cieszę, że się pogodziłyśmy. Nie lubię być z nią pokłócona. Ubrałam się w to:http://stylistki.pl/na-letnie-dni-324225/  i zeszłam na dół. 
-Możemy już iść?- zapytałam
-Nom-odpowiedziałam. Ona to ma gadane. Byłyśmy jakieś 5 godzin. Od 11.00 do 16.00.
Nic takiego nie kupiłyśmy, a zeszło nam aż tyle godzin. Ha, ha. Bijemy rekordy.
Ja kupiłam sobie tylko bikini:

       

A Kat też bikini:
i sweter:

-Ej może pójdziemy na imprezę?
-Już ci mówiłam-posmutniałam-mam żałobę.
-Minęło już 8 miesięcy od śmierci twojego ojca. Ile można mieć żałobę?
-Eee... rok?
- Boże... wiem. No chodź! Jesteś nastolatką musisz się rozerwać. Są wakacje dziewczyno!-powiedziała
-No dobra! Jak ci tak zależy to chodźmy.-odpowiedziałam na jej błagania.
-Jest!!!-podskoczyla dziewczyna-pożyczysz mi coś?
-No jasne! chodź.-pociągnęłam ją na góre.
Ja ubrałam się w to: http://stylistki.pl/supcio-xd-333154/ a Kat w to:http://stylistki.pl/boho--d-202113/
Poszłyśmy tam, gdzie miała być dyskoteka. Weszłyśmy. Usiadłyśmy przy barze. Zamówiłyśmy drinki.
Nagle poczułam, że ktoś się na mnie gapi. To był...


Sorki, że tak długo nie dodawałam, ale nie miałam czasu. Nadal nie ma komentarzy. Może nikt tego nie czyta? Zapraszam do komentowania ;)

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 3

Louis?
-Co ty tutaj robisz?
-To Aggie tu nie mieszka?
-No mieszka-zdziwiłam się-Wejdź- zaprosiłam chłopaka do środka. Nie uprzejmie byłoby go nie wpóścić.
-Jesteś sam?-zadałam pytanie.
-Noo nie do końca... znaczy... yyy... -zaczął się jąkać-Harry pojechał do ciebie
Nagle zaczął dzwonić telefon Louisa-O wilku mowa.-powiedział Jego rozmowa wyglądała jakoś tak: "Halo? No jestem. No wiem. Jest u Aggie. Jak najszybciej. Pa"
-Nie przyszkadza ci to, że Harry przyjedzie?
-Nie... mi nie
 -Ok.
Gadaliśmy jeszcze 10 minut, kiedy przyjechał mój książe z bajki.Kiedy przyjechał gadaliśmy, śmialiśmy się do puki nie przyszła Aggie.
-Co ty tutaj robisz-rozzłościła się dziewczyna.
-Myslałem że się ucieszysz.-widać,że Louis był troche zakłopotany
-To źle myślałeś. Żegnam pana.
Louis wyszedł. Harry został.
-Ciebie to też dotyczy-powiedziała dziewczyna.
wyszedł
-Coś ty zrobiła debilu?
-Wyprosiłam go
-Czemu?
-Nie za szybko?
-Nie! wiesz jak on się teraz czuje?
-Jak ci go szkoda to biegnij za nim.
-Pobiegnę zobaczysz.
-Biegnij nikt ciebie nie zatrzymuje.

*oczami Aggie*

Wkórzyłam się i to nieźle. Jak ona mogła ich wpóścić. Z resztą Kat też miała tupet, że ich wpóściła. Noo... trochę źle się czuję jak jesteśmy pokłucone...


Nadal rozważam obcję usunięcia bloga. Lecz poczekam jeszcze chwilę. Ten rozdział pisałam na szybkiego, więc może mi się troche nie udał. Zapraszam do dodawania komentarzy!

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 2

Który siedział na małym krzesełku i patrzył z niecierpliwościom na mnie. Po kilku minutach zobaczyłam że patrzy na mnie z coraz większom niecierpliwościom.. Czułam się dziwnie i nieswojo bo jeszcze nikt tak podejrzanie na mnie nie patrzył..Gdy już Kat wymusiła na mnie żebym poszła z nią do kolejki po autografy.. Cały czas szeptała mi do ucha że jakiś Louis się na mnie patrzy.. Gdy już byliśmy przed nimi.. Brunet rzekł do mnie »oczywiście po angielsku« :
-Cześć, jak masz na imię?
-Aggie a co?
-Może byś wpadła kiedyś do nas?
-No spoko..
Oczywiście Kat była tak podniecona że podczas tej rozmowy się nie odezwała.. Dziwiłam się czemu on się tak na mnie patrzył. I jeszcze ta podnieta Kat. Poszłyśmy do stolika gdzie siedziało pięciu chłopaków. I... okazało się, że ten Louis jest członkiem tego boybandu.
-Znowu się spotykamy Aggie.
-Taa... dasz mi autograf?
-No pewnie.
Dał mi autograf.
-Dzięki! To pa.
-Zaczekaj. Dasz mi swój nr telefonu i adres?
-No ok.
Louis mi dał karteczke. Napisałam na niej mój nr i adres. Nie wiem czemu ale nasze spojrzenia prawie cały czas się spotykały. I czułam coś dziwnego w brzuchu. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. Podeszłam do barierki, by zaczekać na moją przyjaciółkę. Po pięciu minutach przyszła cała uśmiechnięta.
-AAAAA!!! mam autograf od Harrego i jego nr tel.
-Spoko. Chodźmy na arene.
Poszłyśmy. Koncert trwał półtorej godziny. Ci chłopacy całkiem nieźle śpiewają. Teraz ma być ostatnia piosenka. Louis powiedział: "Tę piosenkę dedykuję mojej nowo poznanej koleżance" Jeju on powiedział to do mnie? Harry dodał"No może ja się dołącze. Ja też dedykuję tę piosenkę mojej nowej znajomej".
-Jeju czy on mówi o mnie?
-Nie wiem może.
Zaśpiewali What makes you beautiful. Taa.. nie wiem co ma to ze mną wspólnego, ale ok. Po koncercie poszłyśmy na pizze.
-Fajny był koncert.- zaczęła Kat
-Fajny, fajny lecz wiesz, że to nie  mój typ.
-No wiem,.
-A ten Louis jest wolny.
-No
-Aha to dobrze.
-Uuuu szykuje się romansik.-zaśmiała się moja przyjaciółka
-Jaki romans. O co ci biega? Przecież on mnie nie chce.
-Skąd wiesz? Może akurat wpadłaś mu w oko.
-Może.

*oczami Kat*

Wiedziałam, że Louis wpadł jej w oko. To było do rozpoznania. Z Harrym też było fajnie. Mam jego nr telefonu. To mój szczęśliwy dzień! Po pizzy poszłyśmy do domu. Jej mama, tak samo jak moi rodzice pojechali na spotkanie biznesowe. Aggie poszła się kąpać, a ja siedziałam już przebrana przed TV i oglądałam kabaret, co chwilę się śmiejąc. Mój seans przerwał mi dzwonek do drzwi. A w drzwiach stał...

 

Taki do kitu troche. Dopiero pod koniec zaczęłam coś z sensem pisać. I wiecie co jak nie ma komentarzy to może go usunę z Julką. Bo poco pisać jak nie ma dla kogo. Proszę o komentarz. Pa ;)